Lesława Jaworowska
Trener Rozwoju Osobistego i Duchowego
WROCŁAW
Zapisy na sesje indywidulane we Wrocławiu oraz informacje o metodzie:
(0) 692-098-076
poczta@radykalnewybaczanie.com.pl
Chcesz wiedzieć więcej o mnie? Wejdź tutaj.
|

Życie jest o wiele łatwiejsze, kiedy zaczynasz ufać,
że wszechświat
dba o Ciebie, że wszystko, co Ci się przydarza, jest dla Ciebie, a nie
przeciwko Tobie.
Te słowa powtarza na swoich warsztatach twórca metody radykalnego wybaczania
Colin Tipping. O efektach jej działania pisaliśmy w numerze 3/2005
"Wróżki"
- Jak odkryłem radykalne wybaczanie? Metoda ta powstawała właściwie przez
całe moje życie, nawet wtedy, gdy jeszcze nic nie wiedziałem o tym, że
ją tworzę - mówi Colin. - Mieli w niej swój udział ludzie, których spotkałem,
przeczytane książki, przeżyte doświadczenia. Zwłaszcza te trudne, które
przysparzały cierpień.
Colin podkreśla, że urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. Miał wspaniały
dom, kochających rodziców, szczęśliwe dzieciństwo. Skończył studia pedagogiczne,
zaczął pracę w tym zawodzie, ożenił się. Idylla trwała jednak do czasu.
W siódmą rocznicę ślubu jak grom z jasnego nieba spadła na niego wiadomość
o tym, że żona go zdradza.
- Dotknęło mnie to bardzo głęboko, poczułem się ofiarą. Byłem przeświadczony,
że to ona jest wszystkiemu winna, nie widziałem swojego udziału w rozpadzie
małżeństwa. Użalałem się nad sobą, a opowiadając innym o tym, co się stało,
starałem się uzyskać ich współczucie i wsparcie w oskarżaniu żony. Byłem
pogrążony w nienawiści i cierpieniu. Tak bardzo się w tym zatraciłem,
że przestałem się kontrolować. W pewnym momencie czułem się tak, jakbym
się przejadł nienawiścią. Teraz wiem, że byłem nałogową ofiarą. Nie tylko
pozwalałem sobie na te wszystkie niszczące mnie uczucia, ale wręcz je
podsycałem.
Dzisiaj Colin wie też, że prawda o jego związku wyglądała zupełnie inaczej.
Od dłuższego czasu przeżywał kryzys, a on sam czuł się w nim źle. I nic
nie robił, żeby go naprawić, a przerwać go nie miał po prostu odwagi.
A potem winą za rozpad małżeństwa obarczył żonę. Przez wiele lat grał
ofiarę i w takiej roli wszedł w kolejny związek. Takie nastawienie do
życia, tkwienie w poczuciu krzywdy i zranienia, niczego dobrego nie wróżyło
nowemu związkowi. Nic więc dziwnego, że trwał on tylko cztery lata.
- Żyłem wtedy w krainie ofiar - przyznaje Colin.
Co by zrobił w takiej sytuacji dzisiaj?
Dzisiaj siedzi obok niego trzecia żona, Joanna, z którą od jedenastu lat
tworzą szczęśliwy, wspierający się związek. - Dzisiaj Colin poradziłby
sobie z tym w ciągu kilku minut - śmieje się Joanna.
A Colin, śmiejąc się razem z nią, dodaje: - Nie chcę, oczywiście, żeby
Joanna uciekła z innym mężczyzną, więc nie prowokujmy losu! Gdyby jednak
jeszcze raz mnie coś takiego spotkało, to pewnie też bym rozpaczał i pałał
przez chwilę żądzą zemsty. Ale wierzę, że przeszedłbym przez to o wiele
szybciej. Dzisiaj umiałbym spojrzeć na to, co mnie spotkało, z innej perspektywy.
Zrozumiałbym, że tak właśnie miało być, bo nic nie dzieje się bez przyczyny.
Nie oznacza to oczywiście, że dzisiaj Colin nie przeżywa złości, żalu,
rozpaczy. Tak samo łatwo wejść mu do krainy ofiar, jak każdemu innemu.
- Kiedy zdenerwuję się na Joannę, ona wie, że to nie chodzi o nią, tylko
o mnie, że to ja mam jakiś problem, który ujawnia się w ten sposób. Dlatego
nie denerwuje się, tylko pozwala mi na to, żebym był po prostu sobą. Nawet
wtedy, kiedy to, co widzi, wcale się jej nie podoba - opowiada. - Podobnie
jest ze mną. Ja też daję jej prawo do bycia taką, jaka jest, ze wszystkimi
swoimi niedoskonałościami. Dzięki takiemu podejściu do życia jestem zdrowy,
mam więcej energii i lepiej dogaduję się z ludźmi. Owszem, przydarzają
mi się trudne momenty, tak jak wszystkim. Jednak dzisiaj inaczej o tym
wszystkim myślę i dzięki temu potrafię przejść od gniewu do głębokiego
spokoju o wiele szybciej. I to jest najważniejsze.
Colin przekonuje, że życie jest o wiele łatwiejsze, kiedy zaczynamy ufać,
że wszechświat dba o nas, że to, co nam się przydarza, jest dla nas, nie
przeciwko nam. Zaufanie do wszechświata pozwala nam pozbyć się lęku, nie
walczyć z losem, ale go akceptować. I - co Colin mocno akcentuje - właśnie
wtedy zyskujemy to, czego tak naprawdę wszyscy pragniemy: wewnętrzny spokój.
- Patrząc z perspektywy czasu na swoje życie, widzę, że wędrowałem wytyczoną
ścieżką, chociaż wtedy, gdy spotykały mnie przykre doświadczenia i wszystko
wydawało mi się bez sensu, traktowałem je jako karę, przejaw złośliwości
innych. Dzisiaj jestem przekonany, że wszystko wydarzyło się po to, żebym
był w tym miejscu, w którym jestem. Żebym robił to, co teraz robię.
Artykuł
pochodzi ze strony http://www.wrozka.com.pl/01_07/?i=art3
Colin i JoAnna Tipping - autorka zdjęcia - Lesława Jaworowska
|